Więc jesteś studentem z zagranicy i wybierasz się na japońską imprezę? Świetnie! Mam dla Ciebie kilka informacji, uwierz mi, na pewno Ci się przydadzą.
Po pierwsze - nie wybierasz się na japońską imprezę. Wybierasz się na japońsko-gaijińską imprezę mieszaną. I nie miej złudzeń. Na imprezę czysto japońską nigdy nie trafisz, z tej prostej przyczyny, że każda impreza japońska, na której pojawi się gaijin zamienia się z definicji w imprezę mieszaną.
Czym charakteryzuje się impreza mieszana? Kolekcjonowaniem pokemonów. Modus operandi jest bardzo prosty. Podchodzi Japończyk lub Japonka i zaczyna kurtuazyjną pogawędkę. Tutaj poznajemy pierwsze ważne słówko - 自己紹介 jikoshōkai czyli "przedstawianie się". Ale nie takie po prostu - japońskie. W Japonii jikoshōkai to absolutna konieczność. Za każdym razem, kiedy spotykasz nową osobę musisz przejść przez ten sam rytuał zapoznawania się, czyli wymiany informacji niezbędnych pod względem językowym i kulturowym.
Wzgląd językowy - japoński ma to do siebie, że używanie bezpośrednio zaimków jest niegrzeczne, tak więc do nowopoznanej osoby nie możemy zwrócić się po prostu per "ty". Nie ma też odpowiednika naszego Pan/Pani innego, niż sufix (najczęściej -san) dodany do imienia - a żeby coś dodać do imienia trzeba to imię znać. No i ponieważ język japoński, zwłaszcza w rozmowie, jest bardzo wieloznaczny całkowite opuszczenie podmiotu prowadzi do nieporozumień i brzmi nienaturalnie. Tak więc z czysto językowych względów imię rozmówcy jest nam niezbędne do kontynuowania rozmowy.
Względy kulturowe - zapoznawanie się służy ustaleniu miejsca w hierarchii. I to nie jest żart. Istotne informacje to głównie wiek i rok studiów (w przypadku studentów hierarchia jest prosta, przypuszczam, że sprawy się znacząco komplikują wśród tak zwanych shakaijinów czyli dorosłych-pracujących). Żeby w ogóle móc z nowopoznaną osobą rozmawiać musimy ustalić czy jest naszym sempaiem, "starszym kolegą", czy kohaiem, "młodszym kolegą". Od tego zależy jak bardzo ugrzecznionego języka będziemy używać i na ile swobody możemy sobie pozwolić w rozmowie.
Wzgląd językowy - japoński ma to do siebie, że używanie bezpośrednio zaimków jest niegrzeczne, tak więc do nowopoznanej osoby nie możemy zwrócić się po prostu per "ty". Nie ma też odpowiednika naszego Pan/Pani innego, niż sufix (najczęściej -san) dodany do imienia - a żeby coś dodać do imienia trzeba to imię znać. No i ponieważ język japoński, zwłaszcza w rozmowie, jest bardzo wieloznaczny całkowite opuszczenie podmiotu prowadzi do nieporozumień i brzmi nienaturalnie. Tak więc z czysto językowych względów imię rozmówcy jest nam niezbędne do kontynuowania rozmowy.
Względy kulturowe - zapoznawanie się służy ustaleniu miejsca w hierarchii. I to nie jest żart. Istotne informacje to głównie wiek i rok studiów (w przypadku studentów hierarchia jest prosta, przypuszczam, że sprawy się znacząco komplikują wśród tak zwanych shakaijinów czyli dorosłych-pracujących). Żeby w ogóle móc z nowopoznaną osobą rozmawiać musimy ustalić czy jest naszym sempaiem, "starszym kolegą", czy kohaiem, "młodszym kolegą". Od tego zależy jak bardzo ugrzecznionego języka będziemy używać i na ile swobody możemy sobie pozwolić w rozmowie.
A, no tak. Zapomniałam. Jesteś gaijinem tak jak ja. W takim razie nie przejmuj się. I tak nikt nie spodziewa się, że poprawnie zlokalizujesz swoje miejsce w hierarchii. Co więcej - nikt do końca nie wie, gdzie to miejsce jest. To jak ze mną - niby sempai, ale jednak gaijin. Ni pies ni wydra, po prostu.
Wracając - jikoshōkai nikogo nie ominie. Po pierwszych tygodniach w Japonii potrafisz wyrecytować swój jikoshōkai wybudzony z głębokiego snu o czwartej nad ranem. Uczysz się go na zajęciach i powtarzasz przy każdej nowa spotkanej osobie. Często zarządzany jest grupowy jikoshōkai, podczas którego wszyscy grzecznie stają w kółeczku i po kolei mówią te kilka kluczowych informacji o sobie - jak masz na imię, skąd jesteś, jak długo w Japonii, który uniwerek, który wydział, który rok i jakie jest twoje ulubione japońskie jedzenie, bo Japończycy mają dziwną fiksację na tym punkcie i jest im ta informacja niezbędna. Więc na imprezie też, za każdym razem przy każdej nowej osobie powtarzasz ten sam schemat i odpowiadasz na powyższe pytania. Potem twój nowy japoński znajomy bądź znajoma przechodzi do konkretów - "czy masz facebooka?". Czasami pytają o "line", japoński odpowiednik fb, ale gaijini nierozgarnięci, zazwyczaj nie mają, więc jednak fb bezpieczniejszy. Po odpowiedzi twierdzącej rozmówca podsuwa ci pod nos telefon z włączoną angielską klawiaturą, wpisujesz swoje dane i wyszukujesz profil. Jak już zostaniecie "przyjaciółmi" pozostaje tylko wspólnie zapozować do zdjęcia, zrobionego, a jakże, tym samym telefonem. Wiedzieliście, że japońskie telefony z zasady mają kamerkę z tej samej strony co ekran, żeby było łatwiej robić słit focie? Nowy pokemon uwieczniony, więc na tym rozmowa się kończy, Japończyk żegna się i wyrusza na poszukiwanie nowego trofeum.
![]() |
Jarający gaijin płci żeńskiej - rzadki okaz, +10 do fejma |
To nie jest żart. Naprawdę tak to wygląda. Przedwczoraj byłam na imprezie bożonarodzeniowej i większość rozmów z nowo poznanymi ludźmi przebiegła właśnie tak. Te rozmowy, które wyglądałyinaczej - to tych kilku poznanych gaijinów. Po imprezie facebook roił się od triumfalnych wpisów typu: "the 1st christmas party's over and ive got new friends a lot!!!" Konsultowałam z resztą gaijinów - wszyscy mają takie same odczucia. Poważnie zastanawiamy się, czy Japończycy nie prowadzą utajnionego rankingu kolekcjonerów. Jestem prawie przekonana, że tak. Ale jesteśmy "ludźmi spoza", więc nigdy się nie dowiemy...
Na potwierdzenie mojej teorii spiskowej zdjęcia dodane przez Genkiego, jednego z moich japońskich znajomych (i personalnego faworyta, jeśli chodzi o domniemany ranking). Wszystkie zdjęcia pochodzą z tej samej imprezy.
Ale wróćmy do tematu. Jikoshōkai to bynajmniej nie jedyne przydatne słówko. Słowem, bez którego nie można się obyć w temacie japońskich imprez jest bardzo charakterystyczny dla Japonii 飲み放題 nomihōdai czyli all you can drink. I to rzeczywiście all you can, bez ściemy. Jeśli impreza trwa trzy godziny to przez trzy godziny możesz zamawiać w dowolnej ilości wszystkie drinki z karty - od japońskich alkoholi typu sake czy umeshu (moje ulubione wino śliwkowe), przez rozmaite kolorowe drinki, aż po czystą whiskey czy wódkę. Więc jeśli przychodzisz na japońską imprezę z zamiarem najebania się - najebiesz się na pewno. W końcu już zapłaciłeś z góry, alkohol się nie kończy, a trzy godziny to naprawdę bardzo długo. Kolejek przy barze też w sumie zbyt dużych nie ma - w końcu odpada czasochłonne szukanie drobnych i wydawanie reszty. A jak jeszcze po knajpie krążą urocze bożonarodzeniowe Japonki roznoszące shoty... nie wiem ja wy, ale mi osobiście ciężko to przetrwać na trzeźwo.
Na potwierdzenie mojej teorii spiskowej zdjęcia dodane przez Genkiego, jednego z moich japońskich znajomych (i personalnego faworyta, jeśli chodzi o domniemany ranking). Wszystkie zdjęcia pochodzą z tej samej imprezy.
![]() |
I think you've got the point... |
W większości knajp można zamówić nomihōdai, często są też organizowane większe imprezy (takie na kilkadziesiąt osób), na które trzeba się wcześniej zapisać i zapłacić za wejście. Wtedy cena wejściówki już zawiera w sobie nomihōdai i jest to bardzo ekonomiczne rozwiązanie. Przykładowo, impreza bożonarodzeniowa z zeszłego tygodnia z nomihōdai i poczęstunkiem kosztowała mnie 2000 yenów czyli według aktualnego kursu jakieś 58 zł. Impreza trwała standardowo trzy godziny, a wybór na karcie był bardzo szeroki, więc plan na wieczór okazał się bardzo prosty w realizacji. Swoją drogą - inna cena obowiązywała gaijinów a inna Japończyków. My płaciliśmy mniej. Przypadek? Nie sądzę :D Ciekawi mnie tylko jaka jest nagroda za pierwsze miejsce w rankingu.